28-03-2013

Homilie archiwalne - pliki audio


Wigilia Paschalna 22.03.2008 r.

 


Wielki Czwartek 09.04.2009 r.

 


Wigilia Paschalna 11.04.2009 r.

 

Msza Krzyżma 01.04.2010 r.

 

 

Msza Krzyżma 21.04.2011 r.

 

 

Wigilia Paschalna 23.04.2011 r.

 

 

Msza Krzyżma 05.04.2012 r.

 

 

Wigilia Paschalna 07.04.2012 r.

 





 

25-04-2012

Wywiad

Nie da się podzielić wieczności na godziny

Z KS. BP. JANEM BERNARDEM SZLAGĄ, ordynariuszem pelplińskim, biblistą, rozmawia ks. Wojciech Węckowski


Często mówimy, że życie wieczne to nagroda za dobre postępowanie doczesne. Wydaje się, że tym określeniem wyznaczamy pewne granice: to życie tutaj, a tamto po śmierci.

Wciąż chodzi o to samo życie człowieka. Najpierw żyje on prenatalnie. Nie ma pojęcia, bo nie może mieć, o życiu, jakie go czeka po urodzeniu się, a jest już człowiekiem. Bronimy tego człowieczeństwa za wszelką cenę już od poczęcia. Małe dziecko stopniowo – jeszcze przed urodzeniem – dorasta do kontaktu z ziemią i drugim człowiekiem, z otoczeniem. Ale nie jest w stanie sobie wyobrazić, co je czeka w życiu ziemskim. Jest w tym pewne podobieństwo naszego życia do życia wiecznego. I nawet jakaś proporcja: tak się ma życie prenatalne do życia na ziemi, jak życie na ziemi do życia wiecznego. Jego podmiotem ciągle jest ten sam człowiek. W jednej z prefacji żałobnych mówimy: „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”, to znaczy, że to życie trwa. Wprawdzie jest tu mowa o wiernych, ale życie ludzkie w ogóle jest nieśmiertelne, niezależnie od tego, czy zostało przeżyte w wierze czy też nie. Jedni wstają na sąd potępienia, inni na sąd zmartwychwstania, ale wszyscy wstają, więc zmartwychwstanie jest wydarzeniem powszechnym. Mamy natomiast do czynienia z wymierną granicą tego, co jest przed urodzeniem, i samym urodzeniem. Podobnie jest w przypadku odejścia – przejścia. Potem jednak się gubimy, bo wciąż chcielibyśmy w jakimś sensie odliczać czas.
Mówimy o karach doczesnych po śmierci. Czyli tu też dochodzi do głosu jakaś kategoria czasu, co jest niekonsekwentne. O tyle jest to pewnie dopuszczalne, że są to kary doczesne w tym sensie, że mają się skończyć, ale w czasie są niewymierne. Kiedyś odmierzano bardzo szczegółowo odpusty na lata, na kwadrageny. Teraz to zniknęło. Są odpusty zupełne albo cząstkowe.
Chodzi więc o życie ludzkie, które się zmienia, ale się nie kończy, czyli człowiek, który zaczął raz istnieć, dalej trwa, żyje. Życie się zmienia. Inaczej żyje człowiek, który jest tylko embrionem, inaczej, gdy jest dzieckiem czy starcem. Życie dla nas zmienia się ostatecznie i dogłębnie, kiedy umieramy.
Czy życie wieczne jest nagrodą za dobre życie doczesne? Po pierwsze, życie jako takie trwa. Życie dobre nagrodzone jest tym, że pozostaje do­bre i będzie jeszcze ubogacone obietnicą: „W małych rzeczach byłeś wier­ny, nad wieloma cię postawię” (por. Mt 25,23; Łk 19,17). Te małe wymiary, czyli ziemskie, są już jednocześnie podstawą do tego, żeby otrzymać dobra większe – więc jest to nagroda, owszem. Nagrodą za dobre życie jest to, że trwa się w szczęściu, a nie w rzeczywistości potępienia, czyli odrzucenia. To, co przekracza próg doczesności, idzie w nieskończoność. Człowiek nie jest wiekuisty, bo ma swój początek. Pan Bóg nie ma początku i nie ma końca. Człowiek ma początek, ale nie ma końca, bo żyje wiecznie. To ogromna tajemnica. Jak to sobie wyobrazić? Gubimy się w tym, bo nawet w znanej pieśni eucharystycznej śpiewamy: „ile minut w godzinie, a godzin w wieczności”. Nie da się podzielić wieczności na godziny. Próbujemy jednak choć trochę sobie tę rzeczywistość przybliżyć.

Na ile Nowy Testament jest kontynuacją Starego Testamentu w sprawach wiecznych?

Kiedyś pomijano konsekwentnie Stary Testament, sądząc, iż są w nim sprawy jakby zapóźnione, niedoskonałe... A na tym właśnie polega piękno Starego Testamentu, że Pan Bóg pokazuje nam pierwszy etap mówienia do ludzi przez proroków – mówienia bardzo prostego, dosadnego, w konsekwencji również niekiedy okrutnego: człowiek jest tu niejako osa­czony realiami swego życia osobistego, rodzinnego, społecznego, wciąż jakby zagrożony karą Bożą. Natomiast kwestia tego, czy człowiek żyje po śmierci, czy nie, dojrzewała przez cały Stary Testament. Jest w nim obecna w zalążku, w zawiązce, jako przeczucie: czy człowiek może umrzeć, skoro Bóg jest Bogiem żywych? Czy wspólnota zmarłych nie jest wspólnotą także nowego życia? Idea życia po śmierci dojrzewa zatem przez cały Stary Testament. U Ozeasza w zapowiedzi wskrzeszenia po trzech dniach jest, oczywiście, mowa o narodzie, który powstanie, otrząśnie się z marazmu, jaki go spotkał. A to jest zapowiedź życia. Powstaną – to mamy u Ezechiela – kości ludzi pobitych, powrócą do życia. W Księ­dze Hioba spotykamy mocne przekonanie o tym, że jego odkupiciel, mściciel, żyje i sprawi, że Hiob odzyska to, co utracił przez chorobę; odzyska także życie, perspektywę życia wiecznego. Tak więc Nowy Testament stanowi kontynuację Starego Testamentu, jako kolejny etap wnikania w tajemnicę życia po śmierci. Jest kontynuacją, a jednocześnie ukazuje całkowicie nową perspektywę – tę, co do której człowiek dawniej mógł tylko pomarzyć lub jedynie postawić jakąś hipotezę. Chodzi o życie, które ukazało się w Chrystusie. Zmartwychwstanie to dowód, że jest życie, któ­re trwa. Nie życie odzyskane po to, żeby znów umrzeć – jak w przypadku Łazarza czy córki Jaira. Oni byli wskrzeszeni, ale ponownie umarli. Natomiast Chrystus umarł i zmartwychpowstał, czy­li nie jest to reanimacja, powrót do życia, tylko ukazanie życia w jego no­wym kształcie. Ten właśnie „rozwój”, niejako zapowiadany, pielęgnowany w Starym Testamencie, stał się faktem w Nowym Testamencie. Dlatego nieodzowne jest pielęgnowanie Starego Testamentu jako lektury, bez której trudno sobie wyobrazić Bożą pedagogię, jej rozwój, wnikanie w coraz to ciekawsze elementy, wielkie i ważne dla nas.

Życie wieczne często określane jest jako „rzeczy/sprawy ostateczne”. Czy nie ulegamy pokusie mówienia o życiu duchowym w sposób reistyczny?

Tak to pozornie wygląda, bo rzeczywiście mówimy: „rzeczy ostateczne”. Wynika to jednak z pewnej niedoskonałości języka, który nie umie adekwatnie nazwać tej rzeczywistości, który gubi się nawet wtedy, gdy chodzi o rzeczy tak wielkie i doniosłe, jak sakramenty. W starym Kodeksie Prawa Kanonicznego sakramenty były pod hasłem: De rebus – O rze­czach. Tak je rozumiano – bardzo rzeczowo, czyli reistycznie. Otóż tu jest podobnie. Trzeba by mówić o naturze życia wiecznego, o naturze życia po śmierci. Natomiast „rzeczy ostateczne” to umowna nazwa katechizmowa, uproszczona. I pewnie, gdy się uwzględni szerszy kontekst tych zagadnień, można tę nazwę wybaczyć...

Czy w modlitwach za zmarłych nie modlimy się na ogół w intencji duszy śp. N.? Gdy dochodzi natomiast do beatyfikacji czy kanonizacji, wtedy modlimy się do błogosławionych czy świętych: św. Teresy, św. Franciszka. Gdzie – jeśli tak można powiedzieć – podziewa się owa dusza?

W punkcie wyjścia trzeba by przypomnieć, że dusza jest nieśmiertelna. Natomiast co do owej modlitwy „za duszę”, to jest w niej pozostałość z dawnej pobożności i liturgii. Nie było modlitwy za zmarłych, która by nie kończyła się wezwaniem: „A dusze wiernych zmarłych przez Miłosier­dzie Boże niech odpoczywają w pokoju”, jak byśmy zapominali o tym, że człowiek – nie tylko dusza – zmartwychwstanie. Dusza jest w człowieku ważnym elementem, życionośnym – niesie życie, przekazuje je. Nie jest jednak całym człowiekiem. Można by powiedzieć tak: modląc się za dusze, modlimy się za zmarłych. Współcześnie w liturgii tu i ówdzie wraca element duszy, ale zasadniczo modlimy się za zmarłych, mówiąc o nich osobowo, czyli nie za duszę śp. Genowefy, Teodora, Jadwigi, tylko za śp. Genowefę, Teodora, Jadwigę itd. Modlimy się za tych, którzy są ludźmi i ludźmi pozostali, tyle że w postaci rozproszonej, rozdzielonej. Dusza żyje swoim życiem, ciało jest obumarłe i czeka na powrót życia. W tym kontekście trzeba rozumieć sprawę błogosławionych czy świętych. Modlimy się do zmarłych świętych – do bł. Jana Pawła II, do św. Teresy. Liczy się ich obecność przy Bogu. Zwracamy się więc do nich, wiedząc, że są osobowymi znakami jedności z Bogiem. Dlatego ten znak – osoba Jana Pawła II, każdego innego świętego czy błogosławionego – jest dla nas rękojmią tego, że nasza modlitwa idzie we właściwym kierunku i do­ciera do właściwego „adresata”.

Ksiądz Biskup wspomniał o duszy, ale wyznajemy wiarę w ciała zmar­twychwstanie. O jakie ciało chodzi?

Na pewno chodzi o ciało człowieka, bo musi to być kontynuacja życia. Człowiek bez ciała jest istotą niepełną, dopiero kiedy otrzymuje ciało, staje się istotą, która żyje. Warto sobie przypomnieć prosty zapis teologii stworzenia. Adam, pierwszy człowiek, ma ciało, ma duszę. Pan Bóg bierze jego kość, jego żebro, czyli bierze z jego życia, i daje temu życiu duszę Ewy, dzięki czemu staje się człowiek istotą w pełni żyjącą. My to ciało tracimy wtedy, kiedy umieramy. Życie ludzkie jako takie pozostaje. Ono czasem daje znaki, że jest – myślę tu o obecności życia naszych zmarłych. Święci dają znać o sobie swoim wstawiennictwem albo poprzez cuda, których się oczekuje w czasie procesu beatyfikacyjnego czy kanonizacyjnego. Ale są jeszcze inne momenty, kiedy ludzie zmarli są nam bliscy przez jakieś natchnienia, przeniesienie myśli. To się zdarza. Człowiek zmarły wprawdzie ciała nie ma, bo jego ciało zostało w grobie, ale zostanie wskrzeszone do nowego życia, w innym blasku. Pan Jezus, kiedy jawi się Apostołom, jest z początku nierozpoznawany. Niby jego wygląd jest taki sam, nawet pokazuje przebicia po gwoździach u nóg, na boku po włóczni – jest jednak inny. Kiedy już daje się poznać, kiedy Mu się przypatrują, to wszystko inne zostaje jakby na marginesie czy daleko w tle, bo realna staje się obecność Tego, który powrócił w pełni życia, w kształcie nowego życia. Z ludzkiego ciała w grobie po 20 czy 30 latach zostaje niewiele prócz grubych kości. Wszystko inne ulega zniszczeniu. Niezależnie od tego, czy z tego ciała po spaleniu pozostał tylko proch, czy też je spalono i prochy rozrzucono w morzu, albo pożarły je ryby, Pan Bóg i tak musi stworzyć nam nowe ciało. I nie będzie go tworzył na bazie prochu, ale na bazie życia. Mówimy, że ciało jest uwielbione, czyli doskonałe, uduchowione, nieograniczone materią. Tak mówi św. Tomasz z Akwinu. Bliska nam też jest teoria ks. Franciszka Sawickiego. Chodzi o ciało, które bez trudu się przemieszcza. Chrystus wchodzi przez drzwi zamknięte, czyli to ciało ma właściwości duchowe. Jest ono wciąż tym samym elementem tworzącym kiedyś jedność osobową w Chrystusie lub w każdym innym człowieku. Ciała zmartwychwstanie to po prostu powrót do życia duszy, to znaczy elementu duchowego, w elemencie cie­lesnym, który otrzymuje nowy kształt, nowy wymiar potrzebny w rze­czy­wistości ponadziemskiej, czyli wiecznej.

Osoby, które straciły swoich bliskich, często pytają, czy spotkają się z nimi po śmierci. Czy można je utwierdzać w przekonaniu, że tak się stanie?

Oczywiście, niebo, które jest miejscem szczęścia, nie może mieć ani krzty niedoskonałości, a więc tęsknoty, żalu. „Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” – czytamy w Apokalipsie (Ap 21,4). A zatem również miejsce tęsknoty zostanie „wyrównane” przez możliwość spotkania ze wszystkimi, oglądania ich w Bogu. To jest owo wielkie zwierciadło, dzięki któremu w jakimś sensie już teraz, ale przede wszystkim w wieczności, możemy zobaczyć tych, którzy razem z nami tworzą wspólnotę zbawionych. Piękne jest oczekiwanie na wspólnotę życia w niebie – nie bezczynne zasiadywanie, co chyba byłoby nudne, ale pełna aktywność, aktywność kontemplacji i miłości. W życiu wiecznym w niebie to właśnie jest najistotniejsze. Dlatego nasi bliscy na pewno będą z nami i my z nimi.

Modlimy się za dusze cierpiące w czyśćcu. Cierpienie to kojarzy nam się zawsze z czymś odczuwalnym, bolesnym, a sam czyściec z jakimś pomieszczeniem. Czy nie warto przemyśleć mówienia o czyśćcu, żeby za bardzo cieleśnie jednak to nie brzmiało?

Wypada jeszcze raz przypomnieć, że my z trudem obywamy się bez konkretnych ram czasu, przestrzeni. Wydaje nam się też, że wieczność to podział na trzy przestrzenie: niebo – piękne, wielkie, gdzieś u góry; czy­ściec – gdzieś między niebem i ziemią; i piekło, gdzieś poniżej ziemi, w jej głębinach, gdzie podobno jest jakiś ogień... Pewnie by od tych ram przestrzennych trzeba odejść, ponieważ wieczność jest duchowa i nie ma ani ram czasowych, ani przestrzennych.
Sama nazwa „czyściec” (łac. purgatorium; purgare – oczyścić) wiele mówi. Teologowie podają, że ogień czyśćcowy, na podobieństwo fizycznego ognia, dokucza, pali, parzy duszę. Chodzi jedynie o analogię, bo duch takich cielesnych doznań nie odczuwa. Niemniej czyściec jest spo­so­bem pokutowania, nie wiemy, jak długim, bo to wszystko trwa już w wieczności. Wieczność kawałkowana przestaje być czytelną wiecznością. Pan Bóg inaczej to rozstrzyga. Pewnie byłoby zuchwalstwem powiedzieć, że czyściec jest na ziemi, że tutaj się oczyszczamy. Tomasz a Kempis w Naśladowaniu Chrystusa pisze o doznaniach ludzi skazanych na cierpie­nia fizyczne w czyśćcu, a także w piekle. W piekle bez końca, w czyśćcu – na czas ograniczony. „Dlaczego tu nie możesz znieść na przykład godziny cierpienia – pyta Tomasz a Kempis – kiedy tam przyjdzie ci cierpieć na przykład sto lat albo tysiąc lat?”. To słuszne pytanie. Ale jednocześnie dobrze wiemy, że jest to tylko mówienie analogiczne. Dlatego, owszem, bolesne jest to, że się czeka, że nie można już teraz się radować, ale jest to w końcu miejsce nadziei. Nadziei nie ma tylko tam, gdzie jest piekło. W piekle dantejskim jest napis: „Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wstępujecie”. W czyśćcu jest nadzieja, dlatego bardzo pokrzepiające jest to, że kara czyśćcowa, doczesna, a więc kończąca się, ograniczona, to kara, która prowadzi ku wyzwoleniu.

Sposób głoszenia słowa Bożego wciąż się zmienia. Jeszcze niedawno rekolekcjoniści straszyli swoich słuchaczy piekłem. Właściwie już się tego nie spotyka. Rodzi się jednak pytanie: Jak dzisiaj duszpasterze powinni głosić prawdę o życiu wiecznym?

Na pewno przerysowywano obraz piekła, puszczano wodze fantazji, żeby pokazać, jak wygląda piekło. Pomagali zresztą w tym malarze wielkiej klasy – Michał Anioł, Hans Memling – czy jeszcze inne przedstawienia wywodzące się z wizji religijnych tamtego czasu. Przekładano teorie religijne na obraz. W tamtych czasach nawiedzały Europę epidemie na przykład dżumy (zwanej czarną śmiercią), ludzie ginęli setkami również podczas wypraw krzyżowych. Panował więc strach przed śmiercią, przed karą, a jednocześnie dominowała wizja piekła. Mówiono: uratujesz się wtedy, kiedy będziesz dzielny, mocny, kiedy będziesz przy boku Pana, bo w przeciwnym razie czeka cię potępienie. Wielu kaznodziejów próbowało w sposób plastyczny, a nawet reistyczny, te sprawy ukazywać, ażeby skutecznie ratować wiernych przed popadnięciem w zagrożenie, które niesie ze sobą karę piekła. Czyściec jako taki też nie jawił się jako atrakcyjny, skoro wiąże się z cierpieniem.
Nie można, oczywiście, pominąć śmierci i pocieszać ludzi dotkniętych żałobą: „Nic takiego się nie stało”. Stało się. Stała się rzecz wielka, straszna – nastąpiła śmierć kogoś bliskiego. Trzeba natomiast powiedzieć, że po tym ciężkim doznaniu przychodzi czas ukojenia, innego widzenia rzeczywistości. W trakcie homilii żałobnych niekiedy mówię wiernym, że często widzimy rzeczywistość śmierci tylko przez łzy. Łzy zacierają obraz, nie dają pełnego widzenia. Natomiast kiedy obeschną, gdy ustanie płacz, wtedy zobaczymy ten obraz w innym wymiarze. Dlatego trzeba mówić tak: życie wieczne, niestety, poprzedzone jest przejściem przez próg śmierci. To jest nieodzowne – przeszedł Chrystus, święci przeszli, wszyscy przeszli. I Matka Boska przeszła. Jan Paweł II bardzo odważnie kiedyś powiedział: „Nie zasnęła – umarła, tak jak umiera każdy inny, bo i Chrystus umarł”. Natomiast po drugiej stronie – i to jest bardzo istotne – jest rzeczywistość życia. To nas powinno budować. Buduje nas nadzieja zmartwychwstania.

opracowała
Anna Foltańska

/źródło: PASTORES/


25-04-2012

Życiorys

ŻYCIORYS
BISKUPA PELPLIŃSKIEGO JANA BERNARDA SZLAGI

Jan Bernard Szlaga, syn Jana i Heleny z domu Ściesińskiej, urodził się 24 maja 1940 roku w Gdyni, w domu przy ul. Kurpiowskiej 13. Ochrzczony został 2 czerwca 1940 roku przez ks. prob. Pawła Lubińskiego w kościele parafialnym Chrystusa Króla w Gdyni Małym Kacku. Ojciec, przed wojną pracownik Poczty Polskiej w Gdyni, pracował wówczas na kolei. Do pracy na poczcie w Gdyni, w ekspedycji telegramów, powrócił po zakończeniu II wojny światowej. Matka nigdy nie pracowała zawodowo. Był najmłodszym z sześciorga rodzeństwa (Tadeusz, Genowefa, Małgorzata i Maria; nie żył najstarszy syn, Kazimierz, zmarły we wczesnym niemowlęctwie). Rodzice zmarli w pierwszych „lubelskich” latach ks. Jana Szlagi – ojciec w roku 1967, a matka w 1971, wkrótce potem,  w 1972, zmarł brat Tadeusz, były więzień łagru w Workucie, w 1997 zmarła najstarsza siostra Genowefa, a w 2008 Małgorzata.

Do szkoły podstawowej uczęszczał w Gdyni („Trzynastka”) w latach 1947-53. Po pierwszym roku nauczania uzyskał promocję do klasy III. Do I Komunii świętej przystąpił 26 czerwca 1949 roku w kościele parafialnym w Gdyni, a 8 października 1950 otrzymał sakrament bierzmowania z rąk bpa Bernarda Czaplińskiego i przyjął nowe imię Kazimierz. Jeszcze przed I Komunią świętą zaczął służbę ministrancką; w ostatnich latach szkoły podstawowej ks. prob. Robert Rompa wyznaczył go na prezesa koła ministrantów. W życiu parafialnym aktywny był ojciec, wieloletni radny parafialny. Matka aktywnie uczestniczyła w kole Żywego Różańca.

Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1953 roku rozpoczął naukę w szkole średniej, najpierw w Collegium Leoninum w Wejherowie, gdzie ukończył klasę VIII i IX. W 1957 Jan Szlaga zdał w Pelplinie pierwszą maturę, prywatną, za którą uzyskał Nagrodę Rektora WSD. W czasie studiów w Wyższym Seminarium Duchownym, w roku 1959, po ukończeniu klasy XI w Korespondencyjnym Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku („Topolówka”), zdał maturę państwową.

2 czerwca 1963 roku, uzyskawszy dyspensę od wieku, przyjął święcenia kapłańskie, odprawił Mszę świętą prymicyjną w Gdyni Małym Kacku, po czym pracował jako wikariusz w Łęgu (VII-VIII 1963) i w Jabłonowie Pomorskim (1963-65).

1 października 1965 roku zaczął studia specjalistyczne z zakresu biblistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie w 1968 roku uzyskał tytuł magistra teologii oraz stopień licencjata teologii w zakresie nauk biblijnych. W 1970 roku uzyskał stopień doktora teologii w zakresie nauk biblijnych. W roku akademickim 1972/73 odbył studia specjalistyczne na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, na podstawie których uzyskał stopień licencjata nauk biblijnych.  W roku 1976 habilitował się na Wydziale Teologicznym KUL na podstawie rozprawy „Nowość przymierza Chrystusowego według Listu do Hebrajczyków” , po czym w 1979 roku został powołany na stanowisko docenta i kierownika Katedry Egzegezy Ksiąg Narracyjnych Nowego Testamentu. W 1983 roku został powołany na stanowisko profesora w tejże katedrze i uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. Wcześniej, w roku 1977, został mianowany profesorem egzegezy NT (kwestie wybrane) w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie.

Na KUL-u pełnił różne funkcje administracyjne. Był wicedyrektorem Konwiktu Księży Studentów KUL (1975-83), następnie od 1983 roku dyrektorem tegoż Konwiktu. W latach 1979-81 był prodziekanem Wydziału Teologicznego, a w 1981-84 jego dziekanem, po czym w 1984 roku został wybrany na prorektora KUL (ponownie wybrany w 1986). Również w 1984 roku został mianowany kapelanem honorowym Jego Świątobliwości.

W latach 1969-88 pracował w zespole redakcyjnym „Encyklopedii Katolickiej”, a w latach 1981-88 był członkiem jej redakcji naczelnej. Uczestniczył w pracach wielu komisji KUL, m.in. przewodniczył komisji stypendialnej, komisji kontrolnej, komisjom rekrutacyjnym. Przez wiele lat był sekretarzem generalnym Towarzystwa Przyjaciół KUL.

26 maja 1988 roku został prekonizowany na biskupa tytularnego maskulitańskiego i pomocniczego chełmińskiego. Bullę nominacyjną podpisał papież Jan Paweł II dnia 13 czerwca 1988 roku, sama zaś nominacja została ogłoszona przez Radio Watykańskie  11 czerwca 1988 roku; biskupami konsekratorami byli kardynał Józef Glemp, Prymas Polski, abp Francesco Colasuonno, Nuncjusz Apostolski do Spraw Specjalnych Poruczeń,  bp Marian Przykucki, ordynariusz chełmiński. Na zawołanie biskupie wybrał hasło „Parare vias Domini”, słowa z Benedictus o św. Janie Chrzcicielu.

Po przyjęciu sakry biskupiej, zajęcia dydaktyczne na KUL-u zachował w wymiarze pół etatu, natomiast rozszerzył zakres wykładów w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie (Wstęp do Ewangelii, Nowy Testament, język łaciński, seminarium magistranckie). W roku akademickim 1991/92 podjął jako profesor zwyczajny wykłady monograficzne z symboliki biblijnej na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego (od roku 1992/93 jako półetat). Współpraca ta trwała 10 lat. Pracę dydaktyczną na KUL-u zakończył 30 września 1995 roku, czyli po 25 latach.

Jako wikariusz generalny w diecezji chełmińskiej miał pod nadzorem sprawy nauki katolickiej, katechizacji; przewodniczył radzie programowej Wydawnictwa Diecezjalnego i wielu komisjom diecezjalnym; kierował diecezjalnymi zespołami II Polskiego Synodu Plenarnego. W ramach Konferencji Episkopatu Polski był członkiem Komisji Duszpasterstwa Rodzin, Komisji Duszpasterstwa Akademickiego, Komisji do Spraw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Komisji do Spraw Ekumenizmu. Po reorganizacji struktur Konferencji Episkopatu Polski został 2 maja 1996 wybrany na przewodniczącego Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski. Był także członkiem Rady do Spraw Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski, a nadto (od 1997) uczestniczył w pracach Komisji do Spraw Dialogu pomiędzy Konferencją Episkopatu Polski a Polską Radą Ekumeniczną.

19 marca 1992 roku Jan Bernard Szlaga został prekonizowany na pierwszego biskupa diecezjalnego pelplińskiego; nominacja ta została ogłoszona 25 marca 1992 roku. Rządy w nowo powstałej diecezji pelplińskiej objął 29 marca 1992 roku. Uroczysty ingres do Bazyliki katedralnej w Pelplinie odbył 24 maja 1992 roku.

Jako biskup diecezjalny dokonał niezbędnych zmian personalnych na kluczowych stanowiskach – w Seminarium Duchownym i w Kurii Diecezjalnej. Przeprowadził reformę administracji diecezji w ramach dekanatów, ustanowił nowe parafie, błogosławił i poświęcał nowe kościoły, utworzył Kapitułę Kartuską i Koronowską. Zwołał I Synod Diecezji Pelplińskiej. Zwołał i przeprowadził diecezjalny Kongres Eucharystyczny (1993), diecezjalny Kongres Trzeźwości (1994) i diecezjalny Kongres Różańcowy (1998). Powołał do istnienia Katolicką Rozgłośnię Diecezji Pelplińskiej Radio „Głos”.

Zainicjował proces beatyfikacyjny kapłanów-męczenników okresu II wojny światowej.

Dbałość o stan materialny Kościoła diecezjalnego wyraża się przede wszystkim  w trosce o Bazylikę katedralną. Pod patronatem Biskupa przeprowadzono renowację wnętrza Bazyliki i krużganków, całkowicie odnowiono strefę ołtarzową. Wszystkie te działania wysoko oceniła Kapituła Konserwatorów Wojewódzkich, która w roku 2004 jednomyślnie przyznali ks. biskupowi Szladze tytuł Conservator Ecclesiae.

Biorąc pod uwagę realną sytuację i wszystkie możliwe okoliczności, po przedstawieniu sprawy Ojcu Świętemu, odstąpił od afiliacji Wyższego Seminarium Duchownego do Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Laterańskiego, poszerzając współpracę z Wydziałem Teologii KUL, a następnie z Wydziałem Teologicznym UMK. Nadto powołał kolegia teologiczne do kształcenia katechetów. Erygował dom dla księży emerytów im. Biskupa Kazimierza Józefa Kowalskiego w Pelplinie (1996). W 1998 roku połączył Wydawnictwo Diecezjalne i Wydawnictwo Wyższego Seminarium Duchownego „Bernardinum”, w wyniku czego powstała nowa oficyna – Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej „Bernardinum”. Powołał do istnienia uniwersytety ludowe w Chojnicach, Starogardzie, Karolewie. Utworzył w diecezji licea katolickie w Tczewie, Lęborku, Chojnicach, Kartuzach i Świeciu. W Pelplinie z wielkim rozmachem rozpoczął odbudowę Collegium Marianum, od 2000 roku czynnego jako liceum męskie z internatem.

Ustanowił Medal za Zasługi dla Diecezji Pelplińskiej, przyznawany osobom świeckim za wkład w duszpasterstwo, kulturę i naukę diecezji pelplińskiej.

Z Gdyni do Tczewa przeniósł tamtejsze studium teologiczne i ustanowił je Instytutem Teologicznym Diecezji Pelplińskiej, podtrzymując umowę dydaktyczno-administracyjną z ATK (następnie UKSW) w Warszawie.  

W Gorzędzieju ustanowił sanktuarium Świętego Wojciecha. Dla fary chojnickiej Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela uzyskał tytuł bazyliki mniejszej. Po koronacji koronami papieskimi obrazów Matki Bożej powołał do istnienia Diecezjalne Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Lubiszewie (1997) oraz Diecezjalne Sanktuarium Matki Bożej Kościerskiej, Królowej Rodzin (1998). W Chojnicach, w 1997 roku powołał do istnienia Diecezjalne Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Ogłosił św. Wojciecha Biskupa i Męczennika patronem Starogardu, św. Jakuba Apostoła patronem Lęborka, bł. Józefa Jankowskiego patronem Brus, św. Brunona patronem Kartuz.
W 1997 roku powołał Chrześcijańską Szkołę pod Żaglami i jest jej patronem. Pierwszą załogę tej Szkoły pożegnał w Szczecinie przed rejsem dalekomorskim 25 września 1998 roku (sam rejs rozpoczął się 29 września).
W 1993, 1998 oraz w 2005 roku, wraz z wszystkimi polskimi biskupami diecezjalnymi, składał wizytę ad limina Apostolorum w Rzymie.   
W październiku 1994 roku, wybrany przez Konferencję Plenarną Episkopatu Polski i powołany przez Ojca Świętego, brał udział w zwyczajnej sesji Synodu Biskupów w Rzymie, poświęconej życiu konsekrowanemu.

Na zaproszenie ks. biskupa Jana Bernarda Szlagi w czerwcu 1998 roku, po raz pierwszy w Pelplinie, odbyło się 295. zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. W 1998 roku rozpoczął w diecezji pelplińskiej przygotowania do wizyty Ojca Świętego w Pelplinie. Na zaproszenie Księdza Biskupa Ojciec Święty przybył do Pelplina 6 czerwca 1999 roku.

Ustanowił w diecezji instytucję nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej, a także wyświęcił pierwszego diakona stałego.
Oprócz rozprawy habilitacyjnej opublikował wiele artykułów, rozpraw, przyczynków i haseł encyklopedycznych. Był redaktorem wielu prac zbiorowych, w tym zwłaszcza „Wstępu ogólnego do Pisma Świętego” (Poznań 1986), w którym zawarł m.in. własne opracowanie hermeneutyki biblijnej. Był recenzentem blisko 300 prac magisterskich, w tym 150 napisanych pod jego przewodnictwem, promował czterech własnych doktorów, a piętnastu innym napisał recenzje doktorskie; siedem razy jako recenzent uczestniczył w przewodach habilitacyjnych, m.in. w przewodzie ks. dr. Michała Czajkowskiego (1987) i ks. dr. Waldemara Chrostowskiego na ATK (1996), a nadto w opiniowaniu wniosków o awansach profesorskich.

9 lutego 1996 roku otrzymał nagrodę „Media książce”, przyznaną za zbiór wywiadów na tematy religijne, głównie biblijne, jakie przeprowadziła red. Marzena Burczycka-Woźniak i zawarła w zbiorze „Reportażu stamtąd nie będzie” (Poznań 1995). W 2005 roku ukazał się kolejny zbiór rozmów zatytułowany „Na początku była miłość”, tej samej autorki.

Opublikował wiele listów pasterskich. Rozwinął działalność pisarską w ramach małych form publicystycznych – artykułów i felietonów, zamieszczanych głównie w „Pielgrzymie”, „Inspiracjach” oraz „Mszy świętej”. Ukazały się cztery tomy jego refleksji biblijno-liturgicznych „Przy stole słowa Bożego”, będących zapisem konferencji wygłoszonych na falach Rozgłośni Diecezji Pelplińskiej Radia „Głos”. W ramach cyklu „Biblioteka Pielgrzyma”, Wydawnictwo Diecezjalne wydało „Powtórkę z Biblii”, zbiór artykułów dotyczących problemów związanych z Pismem Świętym, opublikowanych wcześniej na łamach „Pielgrzyma”.
W listopadzie 2005 r. odbył III wizytę ad limina Apostolorum.

24 czerwca 2008 r. Biskup Pelpliński obchodził 20-lecie sakry biskupiej. Z tej okazji odbyła się promocja książki „Kościół Pelpliński na swoje 15-lecie”. W maju 2009 roku prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył biskupa diecezjalnego Jana Bernarda Szlagę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ważnym wydarzeniem w życiu biskupa Jana Bernarda Szlagi było zakończenie  (24 maja 2011) ogólnopolskiego etapu na szczeblu diecezjalnym procesu beatyfikacyjnego II grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej.

24 marca 2012 r. Biskup Pelpliński przewodniczył uroczystościom 20-lecia diecezji. 25 kwietnia 2012 r. biskup pelpliński Jan Bernard Szlaga zmarł w starogardzkim szpitalu powiatowym. 


21-03-2012

Najważniejsze daty

Ksiądz Biskup Diecezjalny

- urodzony 24 maja 1940 w Gdyni
- wyświęcony na kapłana 2 czerwca 1963
- prekonizowany 13 czerwca 1988
- konsekrowany na biskupa pomocniczego diecezji chełmińskiej 25 czerwca 1988
- mianowany biskupem diecezji pelplińskiej 25 marca 1992
- objął rządy diecezją 28 marca 1992
- uroczysty ingres odbył 24 maja 1992

 

Zobacz zdjęcia w fotogalerii

Zobacz film video

Media diecezjalne

Radio Głos - Katolicka Rozgłośnia Radiowa mająca siedzibę w Pelplinie.

 

pielgrzym Pielgrzym – dwutygodnik Diecezji Pelplińskiej, który swoją tradycją nawiązuje do roku powstania tego czasopisma, 1869.

Prezentuje wydarzenia diecezjalne, tłumaczy podstawy katechizmu, opisuje tematy religijne, kulturowe i społeczne.

 

Mały pielgrzymMały Pielgrzym – miesięcznik dla dzieci. Zawiera interesujące artykuły religijne, historie, ciekawostki, zagadki, konkursy.

Bogato ilustrowany przez znanych polskich rysowników i grafików.

Procesy beatyfikacyjne

ks.Dominik



Sługa Boży
bp Konstanty Dominik
ks Szuman




Sługa Boży
ks Henryk Szuman

Projekty unijne


Wydawnictwo Bernardinum Poleca

 

Rozmowy o Janie Pawle II Zabawka Boga Nasz papież i zamiatacze ulic Australia
 
 

Zabytki diecezjalne

katedra

Bernardinum Poleca:

Biskup Diecezjalny

Biskup Pomocniczy

Biskup Senior

biskup Krupa

Jan Paweł II w Pelplinie

Jan Paweł II

I Biskup Pelpliński

biskup Szalaga

Zobacz również

Caritas

Muzeum diecezjalne

Duszpasterstwo Rodzin

Pelplin WSD

Diecezjalne Instytucje Muzyczne

Pastores

Zeszyty odnowy

wydawnictwo

Centrum informacji